Jak pewnie wiecie, niedawno zostałam trzecią zwyciężczynią w historii polskiej edycji programu “Milionerzy”. Nie będę taić, że oznacza to ogromne i pozytywne zmiany w moim życiu i bardzo cieszę się, że tyle osób mnie dopingowało i cieszą się wraz ze mną. Wygrana nauczyła mnie kilku ważnych rzeczy na temat ludzkich postaw. To rzeczy pozytywne i negatywne.

Najpierw plusy

Dopóki nie wzięłam udziału w programie nie sądziłam, że tak wielu ludzi darzy mnie sympatią. Oczywiście mam przyjaciół i bardzo ich cenię, ale okazało się, że jest ich znacznie więcej niż sądziłam! Już po tym jak zgłosiłam się do castingu, trzymali za mnie kciuki nie tylko bliscy znajomi, ale i dawni współpracownicy, nauczyciele, koledzy z podstawówki, z którymi w młodości darłam koty. Dopytywali, kiedy nagranie, kiedy emisja. Próbowali żartobliwie wyciągnąć ze mnie informacje, jak poszło. Emisję nie tylko oglądali, ale i transmitowali na żywo na FB czy Instagramie. Ci, którzy nie mają telewizji, zarezerwowali sobie wieczory u rodziców, dziadków czy sąsiadów.

Nie przesadzam – zrobiło się z tego takie nasze wspólne święto, czułam, że ja ten odcinek oglądam z całym tłumem ludzi, choć fizycznie byłam sama w hotelowym pokoju. Wygrana to był absolutny szał, nie nadążałam odpisywać, nie wiedziałam jak reagować na taki ładunek sympatii :) Aż się popłakałam ze wzruszenia. W pracy po powrocie czekały na mnie upominki, balony i mnóstwo miłych słów. To są rzeczy nie do przecenienia. To jest coś, o czym nigdy, absolutnie nigdy nie zapomnę. To właśnie dzięki Wam przekonałam się, czym jest dzielenie się radością. Teraz gdy to piszę, też jestem wzruszona. I tylko dzięki temu jestem choć trochę odporna na to, o czym mowa poniżej.

Teraz minusy

W ciągu jednego wieczora ze znanej wąskiemu gronu blogerki zostałam chwilowo bardziej rozpoznawalna. Niby wiedziałam, że nie wszyscy będą zachwyceni, że jednak ten program da się wygrać. Niby wiedziałam, że w internecie ludzie są odważniejsi i piszą co popadnie. A jednak było mi przykro.

Co jest najgorsze, gdyby zapytać autorów tych komentarzy o to, czy to jest hejt, odpowiedzą, że to “tylko ich opinia”. Zapominają o jednej z ważnych zasad dobrego wychowania: kieruj swoim postępowaniem tak, by nie sprawiać przykrości drugiemu człowiekowi. Wychodzą również z założenia, że skoro mają jakąś opinię, to muszą ją koniecznie wygłosić. A jeśli jeszcze komuś coś się udało, to tym bardziej czują potrzebę by tę radość zepsuć. Chciałam Wam pokazać teraz próbki tej radosnej twórczości. Tak wygląda “osobista opinia”.

 

To jest tylko mała część, bo nie chcę się zbyt głęboko nurzać w szambie. Fakt – takie komentarze nie są większością. Ale jednak istnieją ludzie, którzy podejmują decyzję, żeby się tak wypowiedzieć. Czy powiedzieliby mi to w twarz? Nie sądzę. Przypominam też wpis, który poniekąd poruszał ten temat: Szczerość a chamstwo

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy dobrze mi życzą i którym udzieliły się “milionerowe” emocje! Przywracacie mi wiarę w dobro :)