O źle wychowanych dzieciach słyszymy mnóstwo. Wielu ludzi narzeka na ich hałaśliwość czy brak umiejętności zachowania się w miejscach publicznych. Dziś nie zamierzam jednak przyłączać się do chóru narzekaczy, ale opiszę kilka zasad savoir-vivre, które w przypadku dzieci są dziś nieaktualne i trącą myszką (znacie to określenie? Ja je kocham!)

Dzielenie się zabawkami z każdym dzieckiem

W czasach mojego dzieciństwa był silny nacisk na umiejętność dzielenia się. Samo w sobie jest to pożądane zachowanie i na pewno warto uczyć pociechy, że dzielenie się jest super. Ale to nie oznacza, że musi dzielić się swoją własnością z każdym. Pamiętajmy, że dziecko buduje sobie poczucie tego, co należy do niego, a co do innych. Ma swoje zabawki, do których się przywiązuje. Natomiast nie musi lubić każdego dziecka na placu zabaw. Dlaczego więc wymagamy od kilkulatka, by bez mrugnięcia okiem pozwalało na zabawę swoją zabawką innemu dziecku, za którym być może nie przepada? Czy my ochoczo pożyczymy drogą biżuterię nielubianej koleżance? Raczej nie :) A dla malucha jego ukochany pluszak czy samochodzik to taki odpowiednik drogiej biżuterii. Warto więc uczyć dzielenia się i wspólnej zabawy, ale bez wywierania presji, że jest to obowiązkowe zawsze i wszędzie.

“Pocałuj ciocię”

Nakazywanie dzieciom przytulania czy całowania dorosłych to koszmar niejednego z nas. Sama należę do osób niedotykalskich od dzieciństwa i źle znosiłam ciocine pocałunki i uściski. Dziecko, tak jak dorosły, też ma przestrzeń osobistą i należy ją szanować. Nakazywanie godzenia się na fizyczne kontakty z dorosłymi to ogromne pole do wyrządzenia dziecku krzywdy. Nie żartuję – wiele czynów pedofilskich popełniają członkowie czy przyjaciele rodzin, których dziecko zna. Powinno od najmłodszych lat wiedzieć, że uprzejmość nie musi polegać na dawaniu cioci czy wujkowi buziaka na życzenie. Oczywiście, są dzieci, które bardzo lubią się przytulać i nie jest to nic złego. Niemniej nakaz przytulania na powitanie czy pożegnanie warto odesłać do lamusa.

Dzieci i ryby głosu nie mają

Odkąd pamiętam, nie znosiłam tego powiedzenia. Jest zwykłym odzieraniem dziecka z podmiotowości, lekceważeniem jego emocji i przemyśleń. Oczywiście nie chodzi o to, by dziecko wykrzykiwało swoją opinię zawsze i w każdych okolicznościach. Chodzi o to, że jego zdanie jest również ważne i warto się w nie wsłuchać. Rodzicom przypada trudne zadanie nauczenia malucha, kiedy powinien powstrzymać się od wejścia w dyskusję a kiedy nie. Na pewno dobrze jest podczas rodzinnych rozmów zwrócić się bezpośrednio do dziecka: “A ty co o tym myślisz?”. Poczuje się docenione i wysłuchane. A jeśli dziecko wtrąca się do rozmowy dorosłych, nie reagujmy od razu wzburzeniem, a raczej dajmy mu także się wypowiedzieć, jeśli okoliczności są ku temu odpowiednie (np. rodzinny obiad). Pamiętajmy jednak, że są sytuacje, kiedy dziecko nie powinno swoją obecnością przeszkadzać innym, narzucać się np. w restauracji obcym ludziom, hałasować w kościele i tym podobne.

“Przy jedzeniu się nie gada bo się pluje na sąsiada”

Pamiętam to powiedzenie z dzieciństwa. Jestem rozmowną osobą od zawsze, więc było mi trudno nic nie mówić podczas posiłku. Jedzenie to w przypadku gatunku ludzkiego nie tylko zaspokojenie głodu, ale i czynność społeczna. Przy wspólnych posiłkach doskonale można wzmacniać rodzinne więzi, a jak robić to w milczeniu? Warunkiem rozmowy jest rzecz jasna przełknięcie kęsa, a nie mówienie z pełnymi ustami i tego warto uczyć dzieci. Ale uciszanie “jedz bo wystygnie” to fatalny pomysł. Lepiej w miłej atmosferze i przy spokojnej rozmowie zjeść razem obiad.

 

A czy Wy znacie jakieś zasady savoir-vivre, których nie chcielibyście już uczyć Waszych dzieci? Podzielcie się :)