Tego zagadnienia nie znajdziecie w zbyt wielu podręcznikach savoir-vivre i może nawet uśmiechnęliście się, że to w ogóle może być temat na wpis. Ale Wasze pytania do mnie świadczą o tym, że trochę dylematów z tym jest. Na dodatek zapraszania do znajomych nie da się porównać do zapoznawania się w życiu „realnym”.

Czy wypada zapraszać kogoś, kogo nie znamy?

To zależy. Jeśli jest to osoba, z którą mamy wielu wspólnych znajomych, jest to ktoś, kto na przykład działa w tej samej branży – czemu nie. Ale zapraszanie ludzi, z którymi kompletnie nic nas nie łączy może być ocenione negatywnie. Czasem zaprasza mnie ktoś, z kim nie mam zupełnie nic wspólnego i czuję się z tym trochę niekomfortowo.

Czy wypada zaprosić szefa?

Tak, ale pod warunkiem, że jest to potrzebne do pracy (szybszy kontakt etc.) lub jeśli macie z szefem familiarne stosunki. Wyszukiwanie szefa i wysyłanie mu zaproszenia może w innych wypadkach być odebrane jako naruszenie prywatności. To samo dotyczy wykładowców/nauczycieli.

Czy wypada zaprosić podwładnego?

Analogicznie jak z szefem: zapraszamy tylko kiedy to potrzebne lub kiedy nasze relacje są mało formalne, bardziej kumpelskie.

Czy wypada nie przyjąć zaproszenia?

Od nieznajomych – jak najbardziej. Gorzej wygląda sytuacja z rodziną i osobami z pracy. Trudno wmówić, że zaproszenia się nie widziało, a niejedna ciocia spyta wprost, czemu jej nie przyjęliśmy. Doradzam przyjęcie, ale dodanie przezornie do ograniczonego dostępu/dalszych znajomych.

Czy do zaproszenia dołączyć wiadomość?

W kilku przypadkach wysłanie wiadomości jest świetnym wyjściem. Na pewno zróbmy to, kiedy wysyłamy zaproszenie komuś, kogo nie znamy osobiście: przedstawmy się i napiszmy, dlaczego kierujemy swoje zaproszenie. Druga sytuacja częściej dotyczy kobiet. Po zmianie nazwiska nie jestem w stanie zidentyfikować wielu dawnych koleżanek ze szkoły, a na profilowym jest np. zdjęcie dziecka czy kota. Więc miło będzie, jeśli panie będą się przedstawiać w wiadomości prywatnej.