Temat, który dziś opiszę, może wydawać się błahym “problemem pierwszego świata”. Jednak dla właścicieli kawiarni i dla ich pracowników to wcale nie jest mało ważna kwestia. Dziś o tym, jak NIE pracować w kawiarni.

Sama przez jakiś czas byłam wolnym strzelcem i zdarzało mi się pracować w kawiarni z laptopem. Nadal od czasu do czasu mi się to zdarza. Jednak dla właścicieli lokali freelancerzy to coraz większy problem, głównie przez to, że zapominają, że nie są oni w biurze ani w domu.

Kawiarnie w największych miastach,w  dobrych lokalizacjach, zamieniają się wręcz w biura wypełnione stukotem klawiatur. Kawiarnie, wyposażone w gniazdka elektryczne przy każdym stoliku, w założeniu miały przyciągnąć ludzi, którzy pracują zdalnie. Dziś zauważa się odwrót od tego trendu. Dlaczego? Przecież teoretycznie taki freelancer to lojalny, stały klient. Tyle że… nie.

Głównym grzechem przeciw dobrym obyczajom jest siedzenie w kawiarni przez kilka godzin o jednej małej kawie. Co sprytniejsi po wypiciu tej kupionej wyciągają własny kubek termiczny. To po pierwsze wbrew zasadom savoir-vivre, po drugie jest to zwyczajny egoizm. Zajmując na kilka godzin miejsce i kupując małe latte za kilka złotych pozbawiamy kawiarnię zarobku. Wystarczy porównać, ile kosztuje biurko w coworkingu – na pewno nie jest to cena małego latte.

Kolejną kwestią, poniekąd łączącą się z pierwszą, jest to, że “laptopowicz” zajmuje sobie np. czteroosobowy stolik. Rozłoży papiery, smartfon, komputer. Tymczasem roześmiana grupa przyjaciół nie ma gdzie usiąść przy kawie. Wychodzą, a właściciel traci zarobek.

Jeśli w kawiarni będą siedzieć praktycznie sami freelancerzy (a są takie miejsca) lokal kompletnie straci klimat. Co to za przyjemność przyjść towarzysko do kawiarni, by czuć się jak w biurze?

Kawiarnie radzą sobie z tym problemem na różne sposoby. W niektórych znikają gniazdka – sprzęt się rozładuje i idziemy grzecznie do domu. W innych obsługa co jakiś czas podchodzi i przypomina, że czas już coś zamówić. W jeszcze innych hasło do wifi jest tymczasowe i co jakiś czas wylogowuje użytkownika z przypomnieniem o zamówieniu.

Nie zrozumcie mnie źle, ja nie jestem przeciwna kompletnie pracy wśród kawiarnianego gwaru. Ale właśnie: wśród gwaru, a nie stukających klawiatur. Jeśli więc, freelancerze, myślisz, że złamałeś system siedząc z małą kawą 8 godzin, to ja mówię: nie, jesteś po prostu niekulturalny.

Alternatywą dla kawiarni mogą być natomiast czytelnie w miejskich bibliotekach. Rzadko są oblegane od rana do wieczora, więc można tam sobie usiąść i pracować. A w niektórych jest też kawa ;)