Temat kaszlu, kichania i innych nieprzyjemnych objawów pojawia się ostatnio często z uwagi na epidemię koronawirusa na całym świecie. Nie jestem lekarzem, więc nie zamierzam dawać złotych rad jak zapobiec zakażeniu, ale na pewno jest to dobra okazja, by przypomnieć, jak powinno się kaszleć czy też kichać, kiedy jesteśmy w miejscu publicznym.

Jestem za tym, by w przypadku, gdy jesteśmy chorzy, starać się nie wychodzić “do ludzi”. Łatwo jest kogoś zarazić i nie mówię tu o obecnie szalejącym wirusie, a przeziębieniu czy grypie. Jednak czasem jest niemożliwe, by w domu pozostać. Jak więc wybrnąć?

Kichanie

Wiele osób, chcąc być uprzejmymi, powstrzymuje kichanie. Nie polecam takiego rozwiązania. Po pierwsze wygląda i brzmi to gorzej, niż gdybyśmy kichnęli, a po drugie jest to niezdrowe. Kichanie jest naturalnym odruchem i nie powinno się go siłą powstrzymywać. Najlepiej kichać w jednorazową chusteczkę, ale oczywiście nie zawsze zdążymy ją wyjąć. Wówczas kichamy w… łokieć. Dlaczego? Ponieważ jeśli zasłonimy się dłonią, a potem będziemy ją np. komuś podawać na powitanie, łatwo tę osobę możemy zarazić, nie mówiąc już o tym, że to trochę obrzydliwe ;) Nie zawsze są warunki, by od razu umyć ręce, więc kichnięcie w łokieć jest lepszym wyjściem. W żadnym wypadku nie kichamy nie zasłaniając się! Niestety z ubolewaniem stwierdzam, że wiele osób kompletnie tę zasadę ignoruje i kicha w powietrze prosto w ludzi dookoła.

Przy okazji dodam, że jeśli mamy katar, kategorycznie nie wydmuchujemy nosa przy stole! Należy w tym celu odejść na stronę lub do toalety, a także bezwzględnie umyć ręce po każdym użyciu chusteczki. Jeżeli nie mamy dostępu do wody i mydła, warto użyć żelu antybakteryjnego (w ogóle polecam nosić go ze sobą i używać np. po wyjściu z autobusu miejskiego).

Kaszel

Z kaszlem jest gorzej niż z kichaniem. Kichniemy raz i mamy spokój (przynajmniej chwilowo), a kaszel potrafi być bardzo uciążliwy i dla nas i dla otoczenia. Jeśli kaszel dopadnie nas w miejscu, gdzie możemy przeszkadzać innym (kino, konferencja, biblioteka etc.), trzeba opuścić pomieszczenie i wrócić, gdy atak minie. Podczas kaszlu osłaniamy usta i oczywiście myjemy ręce po.

Higiena to podstawa

W ostatnich dniach słowo higiena odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Tymczasem jest z nią źle. Ile razy widziałam eleganckie kobiety wychodzące z toalety i nie myjące rąk. Zaskakuje mnie też, że są ludzie, którzy nie myją rąk po powrocie do domu. Przyznam, że świadomość, że takich osób jest tak wiele sprawia, że z coraz większym oporem podaję dłoń na powitanie, choć oczywiście to robię mimo wszystko… Nie potrafię zrozumieć, z czego wynika niechęć do mycia dłoni czy w ogóle do mycia się. Wydawałoby się, że odczucie czystości jest komfortowe i że człowiek woli być czysty niż brudny…

Zastanawiam się też, czy w związku z szalejącym wirusem nie warto byłoby zachowywać większego dystansu (np. powstrzymać się w dużych skupiskach od podawania dłoni) i czy zwrócenie uwagi osobie, która nie umyła po wizycie w toalecie rąk jest w tym wypadku zgodne z savoir-vivre? Nie śmiałabym w normalnej sytuacji pouczać obcej osoby, ale myślę, że to sytuacja wyjątkowa i nie wiem czy powstrzymałabym się od zwrócenia uwagi. A Wy co o tym myślicie? Dajcie znać :)