Temat smutny, ale co by nie powiedzieć – życiowy. Każdy z nas chyba zetknął się z kimś, kto ciężko, może śmiertelnie, zachorował. Relacje z kimś chorym nie są proste. Łatwo o zranienie, brak zrozumienia, mylnie rozumiane współczucie. Savoir-vivre pomaga te trudne kwestie uporządkować.

Większość z nas na wieść o chorobie przyjaciela popada w przygnębienie. Nie wiemy jak się teraz zachować, jak rozmawiać. Czy udawać, że się nic nie dzieje, że wszystko jest jak było? A może nie unikać tematu choroby?

Przede wszystkim kiedy nasz przyjaciel mówi nam, że, załóżmy, ma raka, nie pocieszajmy go banałami. To wynika oczywiście z dobrej woli, ale kiedy ktoś nam mówi, że jest źle, a lekarze nie dają nadziei, a my na to “będzie dobrze, tylko musisz pozytywnie myśleć”, to wywołamy w chorym raczej złość niż go pocieszymy. Zamiast tego zapewnijmy go, że będziemy wspierać i że może na nas liczyć. Nie litujmy się również, bo litość jest często odbierana jako upokorzenie. Zapytajmy, jak najlepiej możemy wspierać chorego przyjaciela i co ucieszy go najbardziej.

Jeśli chory nie chce rozmawiać na temat szczegółów choroby i leczenia, nie naciskajmy. Niektórzy lepiej się czują przeżywając trudne chwile sami i nie chcą się zwierzać. Ale jeśli chory ma potrzebę opowiadania o tym, nie okazujmy zniecierpliwienia. Wysłuchajmy i po prostu bądźmy przy tej osobie.

Warto też powstrzymać się od “zbawiennych” rad i od mówienia choremu, jak ma teraz żyć i co robić. Nie macie pojęcia jak chorzy potrzebują choćby namiastki normalności: wyjścia do kawiarni (o ile stan pozwala), spaceru i wszystkich zwyczajnych aktywności. A my, nie wiedząc jak się zachować, unikamy kontaktu lub z kolei chcąc dobrze udzielamy rad, nie mając do tego żadnych kompetencji. Pod żadnym pozorem nie proponujcie choremu rezygnacji z leczenia onkologicznego na rzecz metod alternatywnych. Chyba, że chcecie mieć na sumieniu cudze życie.

Ciężka choroba to niesamowity egzamin dla przyjaźni. Póki wszystko jest dobrze, łatwo utrzymywać bliskie relacje. Choroba to test dla naszych więzi z drugą osobą.

Często chorzy czują, że nikt nie chce przy nich być wesoły. A właśnie humor, rozmowa o błahych codziennych sprawach to jest coś, czego ciężko chorej osobie być może bardzo brakuje.

Najgorzej jest wtedy, kiedy jest tragicznie, źle i nadziei już nie ma. Chory chciałby pewne sprawy poukładać i porusza tematy związane z jego odejściem, może też z pogrzebem. Nie zbywajmy go, nie zmieniajmy tematu. To są bardzo bolesne sprawy, ale i niezwykle istotne dla chorego. W tym momencie, jeśli zaczniemy bagatelizować sprawę, popełnimy nawet nie tyle nietakt, co po prostu skrzywdzimy cierpiącego człowieka. Śmierć jest w naszej kulturze tematem tabu. Wolimy ją od siebie odsuwać. Dawniej byliśmy bliżej śmierci, nikogo nie dziwiło, że chory czy stary człowiek chce omówić swój pogrzeb, przygotowuje sobie ubranie do trumny. Dziś trudno nam wsłuchać się w potrzeby osoby śmiertelnie chorej. Zaklinamy rzeczywistość i nie chcemy słyszeć trudnej prawdy, że nadziei już nie ma.

Wydaje mi się, że w dobie popularności poradników traktujących o wszystkich sferach życia, zapominamy o tym, że przy drugim człowieku czasem trzeba tylko lub aż być. Taktowna, ale odczuwalna obecność bliskiej osoby jest bezcenna.