Dawno nie pisałam recenzji, bo też dawno nie czytałam czegoś, co mnie mocno poruszyło. Nawet, mam wrażenie, coraz trudniej jest mnie zaskoczyć jeśli chodzi o literaturę kryminalną. Jeśli od połowy książki domyślam się reszty intrygi, to robi mi się wręcz przykro. Ale dziś napiszę o książce, która wywołała we mnie wiele skrajnych emocji. I zaskoczyła mnie niesamowicie.

„Miejsce egzekucji” autorstwa Val McDermid to kryminał mający w sobie cechy greckiej tragedii, w której żadne wyjście nie będzie dobre. Cokolwiek zrobią bohaterowie, obróci się to przeciw nim. Brzmi patetycznie, ale naprawdę tak jest i to robi piorunujące wrażenie.

Akcja rozpoczyna się w 1963 roku, w północnej Anglii, w odizolowanym od reszty świata Scardale. Z dotąd bezpiecznej małej miejscowości znika trzynastoletnia dziewczyna. Ciała nie ma, ale wszyscy uznają ją za zamordowaną. Sprawę dostaje George Bennett, młody policjant, dla którego jest to pierwsza duża sprawa. Wyjaśnienie jej to dla niego kwestia osobistej ambicji. Nieufność lokalnej społeczności wobec władz, mrok panujący dosłownie i w przenośni, nie ułatwiają poszukiwań. W końcu podejrzenie pada na ojczyma dziewczyny. W wyniku śledztwa zostaje on oskarżony, a następnie skazany na śmierć i powieszony. Warto tu dodać, że cały proces opisywany jest niezwykle obszernie, wraz z mowami prokuratora i obrońcy. To gratka dla miłośników dramatów sądowych. Przy okazji można dowiedzieć się czegoś o systemie sądowniczym w Anglii w latach 60.

30 lat później sprawą zainteresowała się młoda dziennikarka, Catherine Heathcote. Dociera do Bennetta, bo zamierza napisać książkę o tej sprawie. Była ona ważna, bo okazała się precedensem – mimo braku ciała skazano i powieszono domniemanego sprawcę. Okazuje się, że książka nie może zostać wydana, a na pewno nie w takim kształcie, bo nic nie jest takie jak być powinno, a sprawa ma drugie, upiorne dno.

Nie mogę więcej napisać, bo zdradzę zbyt wiele szczegółów, ale naprawdę jest to powieść absolutnie doskonała. Smakowałam ją długo jak na siebie, ale celowo odwlekałam moment, w którym wszystko się wyjaśni. Czułam, że nadejdzie zwrot akcji o 180 stopni i upajałam się oczekiwaniem.

Dawno nie czytałam czegoś tak dobrego, tak tragicznego i mrocznego zarazem. Problem jest taki, że nie wiem co teraz może przyćmić tę powieść :)

 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.