Każdy z nas choć raz w życiu czytał gazetowy horoskop. Były (i są nadal) konstruowane tak, żeby każdy mógł znaleźć tam odniesienie do swojego życia. Niektórzy w to wierzą, inni nie, ale samo czytanie tych horoskopów nie jest zwykle niczym groźnym i nie wpływa znacząco na życie. Inaczej ma się sprawa z procederem wróżek smsowych, a zjawisko to postaram się Wam przybliżyć.

Historia z amerykańskim żołnierzem uświadomiła mi, że jest mnóstwo kobiet, które nieświadomość w zakresie internetu oraz samotność pcha w ogromne problemy. Nie mam zamiaru się z takich kobiet naśmiewać, bo to nie one są winne, tylko oszuści wykorzystujący ich naiwność.

Wróćmy jednak do wróżek. Kilka miesięcy temu celowo zapisałam się na listę subskrypcyjną “darmowych wróżb”. Co ciekawe, strona sygnowana była przez niejakiego wróża Macieja, co miało z pewnością kojarzyć się z gwiazdą EzoTV – wróżbitą Maciejem Skrzątkiem.

Dlaczego udostępniłam swój numer telefonu? Chciałam sprawdzić, jak wyglądają “wróżby za darmo” i zastanawiałam się, czy znajdą się osoby, które w to wierzą.

 

Dopisanie się do listy zaowocowało wielomiesięcznym smsowym spamem z różnych numerów. Treści smsów były różne – od ogólnych i krótkich po długie, ilustrowane zdjęcjami i oddziałujące na emocje. Wróżby najczęściej dotyczyły mojej sytuacji finansowej i osobistej. Niekiedy dotykały wątków religijnych (Anioł Stróż, czuwający archaniołowie). Widać, że autorzy próbowali zaatakować z każdej strony. Ja na te smsy nie odpisywałam, zrobiłam jednak jeden wyjątek. Odpisałam na sms dotyczący liczb w Lotto, ale w odpowiedzi dostałam tylko zapowiedź, że już zaraz poznam te liczby, ale muszę odpisać jeszcze raz (i zapłacić kolejne 3,69 zł). Zdajecie sobie więc sprawę, ile pieniędzy można stracić wysyłając kilka czy kilkanaście takich smsów dziennie.

Treści smsów regularnie wrzucałam na swój prywatny profil na Facebooku. Wtedy napisała do mnie moja znajoma – Sylwia (imię zmienione), która była…. smsową wróżką. Zapytałam ją o to, jak wygląda taka praca i czy wiele osób się na takie rzeczy nabiera.

Jak wygląda praca smsowej wróżki? Ma stałych odbiorców i ciągnie z nimi wątki czy pisze do numerów, które przypisze jej system?

Sylwia: Praca smsowej wróżki wygląda tak, że siedzi sobie w biurze grupa osób, które obsługują dany serwis SMS – ze strony wróżki wszystko odbywa się za pośrednictwem komputerów. Odbiorcy są przypisywani przez system, kiedy odpisują na tak zwany spam, czyli dokładnie te wiadomości, które dostajesz, a które mają skłonić subskrybenta do odpowiedzi. Kiedy już dany odbiorca podczas bieżącej zmiany zostanie przypisany do operatora (czyli konkretnego pracownika), to do końca zmiany tego pracownika cały czas wiadomości od tego odbiorcy wpadają tylko do tego konkretnego operatora. Oczywiście po zakończeniu zmiany taki odbiorca jest przekazywany przez system do następnego pracownika, a pracownicy zostawiają sobie w utworzonym profilu odbiorcy przypisanym do numeru notatki (chociaż to bardziej było wykorzystywane na serwisach towarzyskich i matrymonialnych).

Czym kieruje się wróżka redagując treść smsa?

Sylwia: Cel był jeden – ciągnąć wymianę wiadomości z odbiorcą jak najdłużej, czyli uzyskać jak najwięcej odpowiedzi. Trzeba było redagować wiadomości w taki sposób, żeby odbiorca czuł się zobligowany do przesłania kolejnej wiadomości, stąd wiadomość z naszej strony musiała być zakończona pytaniem. Obieraliśmy też strategię powolnego dozowania informacji, które użytkownik serwisu chciałby otrzymać. Przykładowo, jeśli szedł spam dotyczący numerów do LOTTO, to rozmowę należało kierować tak, żeby po pierwsze – uzyskać od odbiorcy niezbędne do uzupełnienia profilu bądź zweryfikowania dane (data urodzenia, imię, płeć), po drugie, oczywiście dostać jak najwięcej odpowiedzi. Stąd też prosiło się odbiorcę o podanie daty urodzenia, żeby „przyciągnąć odpowiednią energię, która ukaże jego pierwszy szczęśliwy numer” i podobne zagrywki stosowało się w dalszej części takiej rozmowy. Przy spamach na temat pieniędzy, zdrowia i miłości bardzo pożądane było pokierowanie wróżby w taki sposób, żeby płynnie przejść w rytuał, który oczywiście zapewni odbiorcy odwrócenie złego losu, a który pociągnie się przez kolejne nawet kilkadziesiąt SMSów. Treść wiadomości musiała być zgodna z tym, czego klient oczywiście oczekuje, czyli trzeba było wywróżyć mu szczęście, bogactwo, wielką miłość i końskie zdrowie (jeśli sam prosił o wróżbę). Oczywiście nie mieliśmy żadnych kart tarota przed sobą, ale mieliśmy dostęp do „kompendium” z informacjami na temat danych technik wróżenia i na ich podstawie redagowaliśmy wiadomości z treścią dopasowaną pod konkretnego odbiorcę.

Czy według Ciebie dużo osób korzysta z takich smsów i naprawdę wierzy w te wróżby?

Sylwia: Mieliśmy dużo klientów, szczególnie w okolicach losowań LOTTO mieliśmy dosłownie zawalony serwis i zdarzało się nam nie wyrabiać z odpowiedziami w czasie (mieliśmy 15 minut na wysłanie odpowiedzi od momentu, kiedy wpadła wiadomość od klienta). Bardzo dużo osób niestety w te wróżby wierzy, a najczęściej pisały do nas osoby w średnim wieku, kobiety. Mężczyźni też się trafiali, ale rzadziej.


Jak sami widzicie, praca wróżki w serwisie nie ma nic wspólnego z magią, za to wiele z wyciąganiem pieniędzy od zdesperowanych osób. Osobiście uważam działania takowych serwisów za nieetyczne, mimo że pewnie prawnie wszystko jest w porządku. Popularność tych smsów wśród osób w średnim wieku może również wynikać z lęku przed stawieniem czoła problemom. Łatwiej wysłać sms niż pójść do psychiatry z objawami depresji czy podjąć ważną życiową decyzję. Jeśli więc macie wśród bliskich kogoś, kto wierzy w takie wróżby i horoskopy, przekażcie mu link do tego tekstu.