Nie da się ukryć, że tradycyjne zasady savoir-vivre, towarzyskiej etykiety, bardzo podkreślają rolę płci. Inne wymagania stoją przed damą, a inne przed dżentelmenem. Czy więc jest tu miejsce na feminizm i czy jeśli pozwolę by mężczyzna otwierał przede mną drzwi to ten feminizm w jakiś sposób lekceważę? Na pewno nie da się na to odpowiedzieć jednym zdaniem. I na pewno temat wymaga refleksji.

Czy zasady savoir-vivre są seksistowskie?

Być może moja odpowiedź niektórych zaskoczy, a innych oburzy, ale… tak. W pewnym sensie jest to seksizm. Bo patrząc na zbiór zasad bez zwracania uwagi na inne kwestie to kobieta jest w lepszym, ale jednocześnie w gorszym położeniu. W lepszym, bo wedle towarzyskiej etykiety jest tą ważniejszą, stoi wyżej w hierarchii niż mężczyzna (chyba że ów jest nestorem). W gorszym, bo – teoretycznie – jest płcią słabszą, której należy pomagać i się nią opiekować. Analogicznie mężczyzna – jest w sytuacji gorszej, bo jest w hierarchii niżej, ale w lepszej, bo jest tym silniejszym, który wykazuje inicjatywę.

Ale to, moi drodzy, daleko idące uproszczenia. Wszelkie zasady s-v powstały po to, by ułatwiać nam codzienne życie i żebyśmy umieli się w bliskim nam kulturowo społeczeństwie. Nie istnieją one po to, by upokorzyć kobietę. Jeśli mężczyzna chce kobietę poniżyć, to znajdzie na to odpowiedni sposób. Przepuszczenie damy w drzwiach nie ma przecież na celu upokorzenie jej. Żaden logicznie myślący mężczyzna nie myśli „O, idzie kobieta, na pewno nie umie otworzyć sobie sama drzwi więc ja to zrobię”. Nie, on otwiera te drzwi i przepuszcza kobietę bo w jego otoczeniu jest to gest uznawany za uprzejmy.

Rozmaite codzienne gesty wobec nas, kobiet, nie mają na celu „upupienia” nas. A przyjmowanie tychże uprzejmości nie jest oznaką sprzeciwu wobec równouprawnienia. Nie sprowadzajmy szczytnych idei feminizmu do takich drobiazgów.

Natomiast podkreślam zawsze, że zasady są po to, by je stosować mając na uwadze kontekst i okoliczności. Jeśli np. mężczyzna wie, że jego koleżanka takich gestów nie toleruje, winien wykazać się zrozumieniem, choćby czuł się z tym kiepsko (dżentelmen cierpi w milczeniu ;) ). Nie będzie zatem na siłę płacił za jej obiad (zasada „kto zaprasza, ten płaci” jest i tak najlepsza). Nie będzie wyrywał jej siatek z zakupami, jeśli ona sobie tego nie życzy.

Rozumiem jednak mężczyzn, którzy czują się zdezorientowani. Nie żartuję :) Muszą bowiem oni dużo bardziej niż dawniej zwracać uwagę na to, jakie oczekiwania ma kobieta. Dziś nie każda chce zostać potraktowana szarmancko. Nie dla każdej będzie to wartościowe. Dlatego empatia i uważność jest bardziej istotna niż kiedykolwiek wcześniej.

Na koniec – dziewczyny, nie czujcie się źle z tym, jeśli lubicie gdy mężczyzna jest dżentelmenem. To nie znaczy, że uważacie, że waszym zadaniem na świecie jest leżeć i pachnieć. Jesteśmy fajne takie, jakie jesteśmy.