Jednym ze zjawisk, które w Internecie szczególnie mnie irytują jest udzielanie rad i krytykowanie wyglądu innych ludzi, którzy o te radę nie proszą. Dlatego właśnie akcja #baleronynainstagram mi się spodobała. Bo czas w końcu powiedzieć dość niekulturalnym (delikatnie mówiąc) komentarzom.

Z grubymi ludźmi najczęściej jest tak, że oni doskonale wiedzą, że są grubi. Niektórzy to akceptują, inni nie. Z jakiegoś powodu jednak inni ludzie mają misję uświadamiania im oczywistego faktu. Myślą, że jak napiszą „ALE JESTEŚ GRUBA” to ta osoba natychmiast zapisze się na siłownię, wykupi dietę pudełkową i zacznie zmiany w swoim życiu. Albo myślą, że poprawią swoje własne samopoczucie i jeszcze stwierdzą, że przecież są szczerzy.

Innym rodzajem komentarzy, którymi hojnie obdarzane są osoby plus size, są rady na temat tego, co powinny nosić a czego nie. „Na twoim miejscu bym tego nie nosiła” pisze „życzliwa” koleżanka, którą nikt nie prosił o opinię. „To cię pogrubia” pisze z udawaną troską inna.

A ja bym chciała powiedzieć jasno: jeśli ktoś wrzuca swoje zdjęcia do internetu i nie pyta o opinię na temat swojego wyglądu, to choćby nas skręcało – albo wyrażamy szczere uznanie, albo MILCZYMY. Kogo to obchodzi, że na miejscu koleżanki byście tego nie włożyły? Ona włożyła bo widocznie chce i jej się podoba. Nie musicie zbawiać świata Waszymi radami niepytani.

Najgorzej jest, kiedy dziewczyna plus size wrzuci zdjęcie w czymś obcisłym lub w stroju kąpielowym. O tempora, o mores, jak można pokazywać światu coś takiego? Natychmiast trzeba jej więc powiedzieć, że ma „balerony”, że na plaży nie powinna się pokazywać a w ogóle to najlepiej niech zniknie z przestrzeni publicznej.

Dziewczyny plus size oskarżane są o „promowanie otyłości”. Z tego co mi wiadomo, promowanie to zachęta do podjęcia jakiejś aktywności lub do zakupu. Czy dziewczyny o większych rozmiarach piszą komukolwiek „przytyj koniecznie teraz i natychmiast bo to jest super”? Znajdźcie mi taki wpis. Dla rozmaitych internetowych buraków samo pokazywanie się w sieci jest promowaniem. Idąc takim torem myślenia każdy coś promuje: na zdjęciach z mężem dziewczyna promuje heteroseksualizm. Na zdjęciach z dzieckiem – macierzyństwo. Na zdjęciach w makijażu – makijaż. Najlepiej w ogóle nie pokazujmy się nigdzie bo coś „promujemy”.

Kolejnym rodzajem komentatorów są domorośli ekonomiści i specjaliści od polityki zdrowotnej. „Podatnicy płacą za leczenie chorób wynikających z otyłości”. No tak, płacą. Jak i za leczenie zawałów u niedbających o siebie dyrektorów, za leczenie raka piersi wykrytego za późno w wyniku braku profilaktyki, za leczenie marskości wątroby u alkoholików, raka płuc palaczy, zwyrodnień kręgosłupa u wieloletnich pracowników fizycznych. Czy w każdym przypadku jesteście tak aktywni? Czy jeśli zachorujecie, to będziecie leczyć się w całości za swoje pieniądze żeby odciążyć podatnika? Śmiem wątpić. Dajcie sobie spokój.

Przestańmy obcesowe, chamskie komentarze mające na celu sprawienie przykrości uznawać za szczerość. Savoir-vivre, którego zasadami głęboko staram się kierować, jasno tego zakazuje. Udzielajmy rad naszym bliskim, w cztery oczy, z taktem i wyczuciem. Nie udzielajmy ich wszystkim naokoło, jeśli nikt nas nie pyta. Nikogo nie interesuje, że wam się nie podoba gruba dziewczyna. Ona nie żyje po to, by się wam podobać.

Jeśli chcecie przyłączyć się do akcji – wrzućcie swoje zdjęcia na Instagram z hashtagiem #baleronynainstagram. Pokażcie, że hejt możemy zamienić na coś pozytywnego. Szanujmy siebie wzajemnie.