Niedawno na Twitterze natrafiłam na interesującą dyskusję. Użytkowniczka tego serwisu narzekała, że gdy zatrzymała się u znajomej na kilka dni, musiała robić sobie zakupy, gdyż gospodyni dawała jej tylko jeden posiłek dziennie. Zdania uczestników dyskusji były podzielone: jedni uważali, że autorka wątku jest roszczeniowa, a inni, że gospodyni wykazała się nietaktem. Jak więc jest z tym „wyżywieniem” gości, jeśli zatrzymują się na dłużej? Co na to savoir-vivre?

Sytuacji, w których przyjmujemy gości na dłużej niż dzień, jest bardzo wiele. Nie ma więc sensu wszystkich ich omawiać. Każda z nich wymaga jednak ze strony gospodarzy odpowiednich przygotowań. Goście powinni mieć przygotowaną czystą pościel oraz łóżko lub ewentualnie wygodny materac. Powinni również dostać wolne wieszaki w szafie, aby ubrania się nie pogniotły w walizce, a jeśli zatrzymują się na dłużej – także jakąś półkę na ubrania. Pisałam o tym we wpisie „Nocujemy u znajomych”. Jako gospodarze powinniśmy też zadbać o to, by w łazience dla gości znalazły się czyste ręczniki.

A co z tym jedzeniem? Czy udzielając gościny musimy zapewnić także całodniowe wyżywienie jak w hotelu all inclusive? Odpowiedź, jak to zwykle bywa, brzmi – to zależy. Od czego? Przede wszystkim od długości pobytu gości, ale nie tylko.

Goście na weekend

W przypadku, gdy goście zostają u nas na krótko, na przykład na weekend, doliczamy ich do naszych posiłków. Po prostu robimy więcej jedzenia na śniadanie, obiad oraz kolację (chyba że goście planują być cały dzień poza domem, ale to raczej logiczne). Nie każemy gościom iść po chleb, ziemniaki i warzywa i nie każemy im robić osobnego posiłku dla siebie. Oczywiście zawartość lodówki (napoje, owoce, jogurty) również gościom udostępniamy. Goście jednak nie powinni tego nadużywać i nie zachowywać się jak wygłodniali rozbitkowie i nie plądrować lodówki. Mimo że gospodarze udostępnili lodówkę, przed poczęstowaniem się warto i tak uprzejmie zapytać, żeby nie było tak, że zjada się gospodarzom np. jogurty przygotowane do zabrania do pracy. Jeśli goście mają specjalne preferencje żywieniowe, powinni dać znać przed przyjazdem. Ale uwaga – gospodarze nie muszą umieć przyrządzać potraw wegańskich, bezglutenowych, bezlaktozowych etc. Goście powinni więc zaproponować przygotowanie (może wspólnie z gospodarzami?) posiłku lub poprosić o możliwość samodzielnego przygotowania posiłku. Nie można oczekiwać, że ktoś nauczy się przyrządzać nowych dań tak szybko i nie można wymagać tego od gospodarzy. Dlatego należy uprzedzić o tym wcześniej i zaproponować rozwiązanie. Powinno ono wyjść ze strony gościa, żeby gospodarze nie czuli się zakłopotani.

Goście na dłużej

Inaczej wygląda sytuacja, kiedy gościmy kogoś na przykład na tydzień czy dwa. Wtedy goście stają się już trochę naszymi współlokatorami. Tu już gotowanie dla większej liczby osób może obciążyć budżet, a wszystkim nam doskwierają rosnące ceny żywności. Wówczas to gość powinien zaoferować dołożenie się do zakupów produktów lub zrobienie części zakupów. Oczywiście jeśli gospodarze nalegają, mogą przygotowywać gościom posiłki przez cały pobyt i nie przyjmować żadnego zwrotu kosztów. Wiele osób pewnie tak by postąpiło – w tym ja, ale też zdawajmy sobie sprawę, że ceny rosną w tempie dramatycznym.

Goszczenie kogoś przez tydzień czy dwa jest wielką uprzejmością ze strony gospodarzy, jest dla nich mimo wszystko pewnym obciążeniem więc gość nie powinien domagać się frykasów na stole na życzenie :) Ktoś mógłby powiedzieć, że jeśli nie mamy warunków żeby kogoś ugościć w wersjii „all inclusive” to nie przyjmujmy gości. Może i tak jest, ale sytuacji jest na tyle dużo, na tyle różnych, że nie można kategorycznie powiedzieć, jak należy tu postąpić.

Kluczem jest otwartość i szczera, taktowna komunikacja. Jeśli gość nie proponuje dołożenia się do zakupów, a gospodarz czuje, że jest to dla niego obciążenie finansowe, warto temat poruszyć. Zawsze można zacząć od narzekania na ceny i inflację – raczej powinno spotkać się to ze zrozumieniem.