Jak to nie czytałaś Tokarczuk? Jak to nie lubisz filmów Almodovara? Jak to nie czytasz 50 książek rocznie? To niedopuszczalne! Bo przecież inteligentny człowiek powinien… Znacie to? Słyszeliście? A może i Wam zdarza się tak mówić?

Jestem osobą, która stara się śledzić wydarzenia kulturalne, uważam się też za względnie oczytaną i obytą. Nie mam dużych kompleksów na punkcie swojej wiedzy i niewiedzy, dbam o mózg nawet lepiej niż o ciało (bo mózg ćwiczę, a z treningami fizycznymi bywa różnie). Jakiś czas temu zdarzyło mi się odbyć niezbyt przyjemną rozmowę z kimś, kto zarzucił mi, że jestem płytka i w sumie to głupia. Jaki był na to argument? Otóż nie zaczytuję się w dziełach filozoficznych i nie chodzę regularnie do opery. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i pomyślałam sobie, że to zjawisko jest bardzo częste, wręcz nagminne.

Kompleksy, jakie mamy, często rzutują na nasze relacje z innymi. Wyśmiewanie innych za ich braki w wiedzy jest niczym innym jak łechtaniem własnego ego. “Popatrz, on jest od ciebie gorszy, z tobą nie jest tak źle” – mówi złośliwy głosik w naszej głowie. Oczywiście nikt nie jest święty i pewnie każdemu z nas zdarzyło się pomyśleć coś takiego. To właśnie stąd wynika komentowanie cudzych błędów ortograficznych zamiast odniesienia się do meritum komentarza. Po prostu czujemy się wtedy lepiej, uważamy, że robimy dobrze, bo zwracamy komuś uwagę. Janina Daily napisała kiedyś coś w tym stylu, że nikt, kogo upokorzymy, nie zmieni się na lepsze. I ja się z tym bardzo zgadzam, choć pasywno-agresywne komentarze i mi się w życiu przytrafiły. Staram się z tym walczyć, bo wiem, że to tylko niska samoocena dochodzi w słabszych chwilach do głosu.

Wracając do głównego tematu, czy istnieje jakiś wyznacznik, czy ktoś jest inteligentny? Znajomość ilu dat i faktów z historii ma to potwierdzać? I dlaczego akurat koniecznie musi być opera, a nie dobre kino? Dlaczego dzieła filozoficzne a nie np. znakomita literatura faktu? Jeśli chcemy promować obcowanie z kulturą i rozwój intelektualny, to na pewno wyśmiewaniem się z innych niczego dobrego nie uczynimy. Nie ma to najmniejszego sensu. Czy ktoś, kto nie przepada za czytaniem zacznie to robić, bo się z niego śmiejemy? Raczej nie. Kocham czytanie, kocham książki, ale mam w życiu takie okresy, kiedy nic nie czytam. Mam też takie, że czytam tylko kryminały. Czy to sprawia, że cofam się intelektualnie? Raczej nie. Czytanie powinno sprawiać przyjemność, a nie być dowodem tego, jacy to nie jesteśmy mądrzy i wykształceni. Komuś, kto nie czyta, można zaproponować audiobooki. Może taka forma będzie przyjemniejsza?

Mam w ogóle pewien problem z fetyszyzacją czytania. Uważam czytanie za jedyną w swoim rodzaju rozrywkę – poza tym, że dowiadujemy się z książek nowych rzeczy, nabieramy innego spojrzenia, to także wzbogacamy słownictwo i rozwijamy wyobraźnię. Ale to nie jest jedyna rozwijająca umysł rozrywka. Wśród książkowych moli widzę czasem właśnie taką fetyszyzację, książki są najlepsze, trzeba bić rekordy czytelnictwa. Tylko… po co je bić? Potrafię nie tknąć książki przez dwa miesiące, po czym czytać dwie na tydzień. Ale nie uważam, żeby to było coś wyjątkowego. Gry komputerowe na przykład rozwijają wyobraźnię, niejednokrotnie także umiejętności logiczne, strategiczne etc. A jednak mówi się często, że to głupia rozrywka. A ja powiem, że lepsza dobra gra niż bardzo kiepska książka.

Jeśli ktoś ma ochotę wpływać na innych, niech to robi. Ale nie upokarzajmy ludzi. Nie bądźmy snobami, bo nikt z nas nie jest lepszy od innych tylko dlatego, że woli operę od kina i Kanta od Remigiusza Mroza.

 

PS Czytałam tylko jedną książkę Tokarczuk, a za Almodovarem nie przepadam ;)